Pewnego razu dziecko zapytało katechetę, dlaczego chrześcijanin ma być solą. Czy nie lepiej, by był miodem, cukrem albo przynajmniej słodzikiem. Wtedy katecheta zaczął wyjaśniać jakie są właściwości soli i jak niebezpieczny potrafi być cukier, a nawet miód. Jak wielkie szkody zdrowotne ponosi organizm z powodu nadużywania cukru pod różną postacią. Tymczasem funkcja soli jest wieloraka. Bez soli człowiek czuje się źle, może nawet umrzeć. W dawnych czasach sól była droższa od złota. Sprowadzano ją z odległych krajów. Co ciekawe soli nie używamy całymi workami, mówimy raczej o szczypcie soli, którą dodajemy do różnych potraw. I choć jest to tylko szczypta, to jednak bez niej wszystko smakuje inaczej, a raczej nie smakuje tak dobrze. Sól ma tysiące zastosowań. Sól ma właściwości konserwujące, w medycynie stosuje się ją od odkażania ran. Jest jednak jeden warunek jej skuteczności: nie powinna być zwietrzała. Wszystko to odnosi się do wiary chrześcijanina, która powinna być zdecydowana i wyrazista. Jeśli taka nie jest, na nic się nie zda. Podobne znaczenie ma światło. Ono pokazuje drogę i cel. Światło pomaga odróżniać barwy, pomaga widzieć rzeczywistość taką jaka jest, w całym jej pięknie, ale i brzydocie. W ciemności nocy budzą się lęki i upiorne myśli, które nie pozwalają zasnąć. Czekamy na światło. W blasku światła wszystko wygląda inaczej. Pan Jezus jest światłością świata. Z tego światła rodzi się nadzieja życia i pragnienie bycia coraz lepszym. [prob.]

