Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą
Podczas mszy na placu Św. Piotra w niedzielę 4 września 2016 roku papież Franciszek kanonizował Matkę Teresę z Kalkuty, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla z 1979 r.
Na kanonizację „matki ubogich” przybyło około 100 tys. osób.
Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą w przeddzień 19. rocznicy śmierci.
Agnes Gonxha Bojaxhiu, bo tak nazywała się nowa święta, urodziła się w 1910 roku w obecnym mieście Skopje (Macedonia) w rodzinie pochodzącej z Albanii. W 1929 roku pojechała do Indii, by zacząć tam nowicjat. Podjęła potem pracę i posługę w Kalkucie, gdzie pozostała do końca życia. W 1950 roku założyła zgromadzenie Misjonarek Miłości, które z biegiem lat rozszerzyło działalność na cały świat. Przez prawie pół wieku prowadziła domy dla umierających, dla chorych na trąd, ubogich i sierot.
Została beatyfikowana przez Jana Pawła II w 2003 roku, sześć lat po śmierci. Polski papież, z którym łączyły Matkę Teresę wyjątkowe więzy przyjaźni, ogłosił ją błogosławioną w czasie obchodów 25. rocznicy swego pontyfikatu.
Sześcioletni proces beatyfikacyjny, otwarty niedługo po jej śmierci, uznano wówczas za bardzo krótki.
W grudniu zeszłego roku papież Franciszek uznał cud potrzebny do jej kanonizacji. Dotyczy on uzdrowienia młodego Brazylijczyka z ciężkiej choroby mózgu w 2008 roku.
Wszystko ma swój początek. Można by zacząć od roku 2013, kiedy to szliśmy po raz pierwszy. Wychodziliśmy też o 4.00 rano, spod kapliczki św. Józefa (wtedy nowo wybudowanej). Założonym minimum wyjścia miało być pięciu (5!) mężczyzn. Przyszło 22, i tylu doszło do celu. W tym roku szło już 52 mężczyzn; starszych, takich w sile wieku, kilku młodych, a także kilku młodziutkich, ze swymi ojcami.
Dzisiejszą ewangelię, którą można by uznać jako lekcję na rozpoczęcie roku szkolnego, ktoś mógłby skrytykować jako niewychowawczą, czy nawet deprawującą. Bo jak można nawoływać do nienawiści najbliższych osób: ojca, matki, żony, dzieci, braci i sióstr, nawet siebie samego. I kto to tak uczy? Chrystus!? Tak, Chrystus! Pewien nauczyciel na początku nauki powiedział do ucznia: Jeśli w tej chwili nie obiecasz mi, że dasz z siebie wszystko, bym mógł ciebie nauczyć tego, po coś tu przyszedł, to lepiej odejdź, byśmy nie marnowali czasu. W słowach Pana Jezusa chodzi mniej więcej o to samo, gdy mówi: Nie może być moim uczniem? Wiec spokojnie, Pan Jezus nigdy nikogo nie namawiał do nienawiści. Jednak chce, by kochać Go ponad wszystko, nawet bardziej niż własną mamę, tatusia, braciszka, siostrzyczkę, żoneczkę, czy mężusia. Nie ma żartów. Tu chodzi o wielkie sprawy, sprawy naprawdę życiowe. Ktoś powiedział: Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na swoim miejscu. Właśnie tego próbuje nas nauczyć dzisiaj Pan Jezus. Przed nami mnóstwo zadań, zajęć, obowiązków szkolnych, zawodowych, rodzinnych, kościelnych. Czy uda nam się Pana Jezusa postawić na samym szczycie tego wszystkiego. Czy może znowu zaczniemy dzielić: 20% na szkołę, 17% na szkółkę karate, 35% na szkołę tańca, a reszta, co zostanie, dla Pana Jezusika.
W środę pierwsza po wakacjach Msza św. szkolna o 17.00. Zostaną poświęcone tornistry i przybory szkolne pierwszoklasistów. Rodziców usilnie prosimy aby w grafiku zajęć dla swoich dzieci koniecznie uwzględnili środową Mszę szkolną. Troska o życie sakramentalne, o udział w Mszy św. niedzielnej i szkolnej jest podstawą formacji wiary naszych dzieci i młodych.
Czwartek 08.09. – Narodzenie Matki Bożej
Mędrzec biblijny – Kohelet – w dobitnych słowach przypomina nam, że wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem (Koh 3,1). A Jezus przypomina nam, że ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do Królestwa Niebieskiego (Łk 9,62). Te dwie pozornie sprzeczne mądrości prowadzą do jednego, konkretnego wniosku: ważne jest tu i teraz, patrząc w przyszłość wieczną i wyciągając wnioski z tego, co za nami.
Słowa Pana Jezusa wyjęte z dzisiejszej ewangelii, pasują do czasu, który rozpoczniemy w tym tygodniu. To przecież nie tylko czas powrotu do obowiązków szkolnych dzieci i młodych, ale to także, w związku z tym, nowe zadania dla rodziców, nauczycieli i wychowawców. Jednym słowem wszyscy znowu idziemy do szkoły – szkoły życia. W tej szkole jednak nie samo życie jest nauczycielem, ale Pan Bóg, który do tej szkoły nas posyła; dzieci, młodych, starszych, rodziców i nauczycieli. Dlatego Pan Jezus do nas mówi: Uczcie się ode mnie. Możemy Mu uwierzyć, możemy od Niego się uczyć. Chrystus nie jest wybitnym teoretykiem, po renomowanych uniwersytetach. Właśnie On, jak nikt inny, ma za sobą twardą i wszechstronną szkołę życia. Najpierw jest On Nauczycielem, posłanym od Boga Ojca: Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. Nauka, którą Pan Jezus głosi, dotyczy przeżywania życia w bliskości Boga, by we wszystkich sytuacjach i okolicznościach Bóg był obecny i doświadczany, jako miłość i miłosierdzie. Dalej, Chrystus mówi: Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie. Dobrze wiemy, co było owym jarzmem dla Pana Jezusa. Jego jarzmo jest podobne do tego naszego, codziennego. Może czasy są inne, ale sytuacje osobiste, relacje międzyludzkie, społeczne, podobne.
Dzisiaj przeżywamy XXII Niedzielę Zwykłą. Zapraszamy na nieszpory o 15.00.