Maryja, pełna łaski

Wielu ludziom prawda o niepokalanym poczęciu Matki Najświętszej wydaje się być zbyt trudna do zrozumienia. Bo jak to możliwe, że Bóg zachował Ją od grzechu, zarówno tego pierworodnego jak i każdego innego. My, którzy żyjemy w tym świecie doświadczamy swoistej wszechobecności grzechu. Właściwie nie ma dnia, w którym byśmy nie upadli naszą myślą, mową, uczynkiem czy zaniedbaniem. Św. Paweł przekonując ateńczyków o Bogu, powiedział, że w Nim, żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Ale te same słowa również gotowi jesteśmy zastosować do grzechu i jego wszechobecności w ludzkim życiu. Jego podstępna moc czyha na człowieka prawie na każdym kroku.

Można by powiedzieć: im więcej łaski, im więcej mocy Boga w człowieku, tym większa wolność od grzechu. Tym większa wolność w czynieniu dobra. Maryja, łaski pełna, która tak jak każdy z nas poruszała się w podobnym środowisku grzechu, pozostała od niego wolna, nie uległa jego ogłupiającej sile, bo całkowicie oddała się mocy Boga: Pan z Tobą. Każdy grzech bardzo komplikuje nasze życie, oddala nas od Boga, ale i od siebie. Zwłaszcza, gdy świadomie godzimy się na trwanie w nim. Maryja jest tak podobna do każdego z nas, jako jej dzieci nosimy w sobie podobieństwo do Niej i Jej Syna. Ona, łaski pełna, może być Matką naszej wolności od grzechu, zawsze wtedy, gdy otwieramy się na Boże miłosierdzie. Matko niepokalana, módl się z nami. [prob.]




Rozumiejcie chwilę obecną

Słowa z Listu do Rzymian zawierają wielką mądrość. Jak trudno człowiekowi pojąć, zrozumieć chwilę obecną. Bo ciągle jesteśmy trochę gdzie indziej; w przeszłości, gdy rozpamiętujemy słowa i rzeczy stare, i zdarzenia. I nic nam nie pasuje, albo pasuje według naszych wyobrażeń, zamiast marzeń i planów. Albo jesteśmy w przyszłości, której się boimy, lękamy, że znowu będzie tak samo, i nie warto czegokolwiek zaczynać od nowa. Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. I chciałoby się powiedzieć, że właśnie nie idzie zasnąć, bo człowiek jest ciągle gdzie indziej, nie tu, w tym teraz swojego życia. Nigdy nie dojdziemy do ładu ze sobą, jeśli nie zrozumiemy, że nasza obecna chwila jest chwilą naszego zbawienia. Tzn. że jest darem Bożej miłości dla nas, cokolwiek znaczy. Nigdy do końca nie zrozumiemy obecnej chwili, gdy tylko po ludzku będziemy roztrząsać przeszłe sprawy. Każda obecna chwila życia (a czasami może ona trwać dłużej) potrzebuje tego wielkiego strumienia Światła, jakie pochodzi od Ducha Świętego. Adwent to chwila obecna, to dla Maryi czas zwiastowania Pańskiego. Matka Najświętsza nie byłaby w stanie podjąć zbawiennej dla nas decyzji: Niech mi się stanie, gdyby nie otrzymała Światła Ducha Świętego: Duch Święty Cię napełni. Niech ten piękny czas Adwentu, który właśnie zaczynamy, będzie dla każdego z nas czasem otwierania serca i umysłu na Światło Ducha Świętego. [prob.]




Jezu, wspomnij na mnie

Słuchając dzisiejszej Ewangelii stajemy się świadkami bodaj najbardziej dramatycznej rozmowy w dziejach ludzkości. Rozmowa toczy się między trzema ukrzyżowanymi: Chrystusem, i powieszonymi obok, z lewej i z prawej strony, złoczyńcami. Chrystus jest w centrum. Choć ukrzyżowany, już prawie konający, nie przestaje budzić zainteresowania wszystkich wokół. Lud stał i patrzył, członkowie Wysokiej Rady drwili z Jezusa, stojący obok żołnierze szydzili z Niego. Jednak największy dramat rozgrywa się między Chrystusem i ukrzyżowanymi z Nim. Oni wszyscy byli w bliskości śmierci i nic nie wskazywało, że będzie inaczej, że coś się zmieni. Ich nastawienie do Jezusa, ich przemiana miała zdecydować o ich losie po śmierci, która miała szybko nastąpić. Jeden ze złoczyńców nie potrafił wyzwolić się od swego uprzedzenia do Jezusa, bluźnił, urągał Mu. Wprawdzie z jego ust wyszły słowa: Wybaw więc siebie i nas, ale były to puste słowa, pozbawione wiary i zaufania do ukrzyżowanego Mesjasza. Słowa drugiego złoczyńcy brzmią zupełnie inaczej. Słychać w nich szczere uznanie własnej winy, ale i skruchę. Ów człowiek uznaje swoją trudną sytuację życiową, w bliskości swojej śmierci, ale jeszcze wyraźniej wyznaje wiarę w moc zbawczą Pana Jezusa i Jego niewinność. Ten człowiek potrafi się wznieść ponad tragizm własnej winy ku Chrystusowi, który z tego powodu obiecuje mu jeszcze większe wyniesienie: Dziś będziesz ze Mną w raju. [prob.]




Nabierzcie ducha i podnieście głowy

Zbliża się koniec kolejnego roku liturgicznego. Czytania mszalne tego okresu obfitują w różne zjawiska apokaliptyczne jakie będą towarzyszyć końcowi czasów: trzęsienia ziemi, głód, straszne zjawiska i znaki na niebie. Będzie to również czas wielkiej próby dla wyznawców Pana Jezusa, czas prześladowań, włącznie z zagrożeniem życia. Szczególnie bolesna jest zapowiedź zdrady, nawet ze strony najbliższych: braci i sióstr, krewnych i przyjaciół, którzy niektórych o śmierć przyprawią. Wszystkie te zjawiska miały już miejsce w różnych częściach świata, wydarzały się dawniej, słyszymy o nich obecnie. Choćby wielki głód na Ukrainie, teraz w Korei, powtarzające się trzęsienia ziemi, kataklizmy, ale także okrutne prześladowania chrześcijan, w starożytności, ale także w naszych czasach. Konkretni ludzie, którym dane było doświadczać tych okropności, utraty bliskich, mienia… potrzebowali dużo siły, by się znowu pozbierać i z podniesioną głową zabrać do normalnego życia. Wielu z nas doświadczyło zniszczenia spowodowanego powodzią, ale znowu zdołaliśmy się jakoś pozbierać i nabrać nowego ducha, by dalej żyć. Przypuszczalnie każdy człowiek, czy to z własnej winy, czy z dopustu Bożego, zostaje przeprowadzony przez trudne doświadczenia życiowe, włącznie z odwróceniem się najbardziej wypróbowanych bliskich i przyjaciół. Są to najtrudniejsze chwile w życiu, kiedy trzeba czasu, by się znowu pozbierać, nabrać ducha i podjąć proste, codzienne obowiązki stanu. Słowa Pana Jezusa: Podnieście głowy i nabierzcie ducha to niezwykle ważna modlitwa naszego życia. [prob.]




Do nieba albo do piachu

Oczywiście taki tytuł jest bardzo uproszczony, bo Katechizm Kościoła Katolickiego uczy o trzech rzeczach ostatecznych, a mianowicie o niebie, czyśćcu i o piekle. Co więc ma na myśli człowiek, który mówiąc o śmierci i o tym co nastąpi po niej, mówi po prostu o piachu: człowiek przeżyje ileś tam lat, mniej albo więcej, a potem idzie do piachu. Jest w tym częściowa prawda, bo wciąż większość ludzi jest grzebanych w ziemi. Choć na wielu cmentarzach tworzy się już tzw. kolumbaria czyli zbiorowe grobowce z niszami na urny z prochami zmarłych. Trzeba powiedzieć, że wielu ludzi bardziej angażuje sam sposób pochówku, oprawa pogrzebu, niż sprawa zbawienia osoby zmarłej, jej wieczny los. W stwierdzeniu, że zmarły idzie do piachu trudno dopatrzeć się nadziei na życie wieczne. Pies też idzie do piachu, i kot, i chomik (dzieci czasami celebrują pochówek swego pupila z największym poważaniem, a nawet czcią, włącznie z umieszczeniem krzyżyka). Czas, który przeżywamy skłania nas do myślenia o naszym powołaniu do życia wiecznego z Bogiem, w niebie. Przypomina nam o tajemnicy zmartwychwstania Pana Jezusa i o Jego wstąpieniu do nieba, gdzie przygotował nam wieczne mieszkanie. A w domu naszego Ojca jest mieszkań wiele, dla każdego. Modlimy się za naszych zmarłych, bo wierzymy, że ich los nie zakończył się w piachu, w grobie, że oni są powołani do życia wiecznego z Bogiem. Takie również jest nasze powołanie. [prob.]




Historia Kościoła

Historia Kościoła to trochę jak historia Pana Boga. Choć Bóg jest ponadczasowy, to jednak żyje i działa w konkretnym czasie. Żyje i działa w historii ludzi. Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty. Trudno wyobrazić sobie Pana Boga poza czasem, poza historią, ale i poza człowiekiem. I trudno wyobrazić sobie człowieka poza Bogiem albo raczej bez Boga. Zresztą, tu nie potrzeba wyrafinowanej wyobraźni. Mamy aż nazbyt wiele dowodów, co znaczy człowiek bez Boga. Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa, a raczej człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa – te słowa tak często powtarzał św. Jan Paweł II.

Każdy kościół jako budowla z kamienia jest po to, by Pan Bóg mógł się objawiać i udzielać człowiekowi przez swego umiłowanego Syna. Ambona w kościele jest miejscem, w którym Chrystus naucza i wzywa do nawrócenia. Oświeca nas mądrością Bożą i uświęca mocą Ducha Świętego. Ołtarz konsekrowany przez biskupa jest miejscem na którym Ojciec ofiaruje swojego Syna za nasze zbawienie. Eucharystia jest dziękczynieniem jakie lud Boży sprawuje z Chrystusem przez ręce kapłana. Temu wszystkiemu służy też nasza świątynia, nasz kościół, już osiemset lat. Tu Pan Bóg żyje i działa od tylu wieków, pośród tutejszego ludu, w czasach wojen i pokoju. Dzisiaj za to chcemy wyśpiewać Panu Bogu Te Deum laudamus, jako Jego żywe świątynie. [prob.]




Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie

Bardzo lubimy porównywać siebie do innych ludzi. Często widząc kogoś po raz pierwszy mówimy: ale on jest podobny do tego czy tamtego, ale ona jest podobna do tej aktorki albo znajomej. Mamy prawo do takich skojarzeń, porównań. Problem zaczyna się tam gdzie to porównywanie staje się krzywdzące, poniżające. Dzisiaj dał temu wyraz faryzeusz z ewangelii, który dziękuje Bogu, że nie jest jak inni ludzie. Gdyby miał na myśli ludzi dobrych, szlachetnych, dziwilibyśmy się, ale on odnosi siebie do ludzi z różnymi brakami. Jednym słowem stawia siebie ponad innymi, widzi w sobie same zalety a nie dostrzega żadnych wad i grzechów u siebie. A któż ich nie ma? Pan Jezus mówi: Któż z was jest bez grzechu? Każdemu z nas grozi taka pycha. Od niej zaczyna się wszelkie zło. Czasami powoduje ona, że uprzedzamy się do bliźnich, zaczynamy ich unikać, krytykować, aż do pogardy. Nie potrafimy w nich dostrzec żadnego dobra. Nieraz słyszymy: ja nie mogę na nią patrzeć. I trzeba powiedzieć jasno: to nie jest problem, który tkwi u innych, ale on siedzi w sercu, głowie, duszy tych, którzy się uprzedzają. Każdemu z nas potrzeba pokory, która jest cnotą prawdy. Prawdy o swojej wartości, zwłaszcza w oczach Bożych, ale i prawdy o swoich słabościach. Zdrowa cnota pokory zawsze nas doprowadzi do Boga, który do końca nas umiłował i nigdy nami nie pogardzi, mimo naszych grzechów. Boże, miej litość nade mną. [prob.]




Zawsze powinni się modlić i nie ustawać

Mały chłopiec rysuje coś na kartce papieru. Robi to z
wielkim przejęciem i skupieniem. Zaciekawiona mama chce zobaczyć, ale dziecko
nie chce pokazać. Prosi więc ostrożnie: ? Jak nie chcesz pokazać, to
przynajmniej powiedz, co zamierzasz namalować. A syn odpowiada: ? Pana Boga. ?
Ależ przecież nikt nie wie, jak Pan Bóg wygląda ? mówi matka. ? Nikt Pana Boga
nie widział. ? Jak namaluję, to zobaczą ? replikuje rezolutnie dziecko.
To przejmujące opowiadanie również można odnieść do
modlitwy. O modlitwie częściej i więcej mówimy niż się modlimy. Uczniowie Pana
Jezusa widząc Go modlącego się, zdobyli się na odważną prośbę: Panie, naucz
nas modlić się.
Widok pogrążonego na modlitwie Mistrza obudził w nich
pragnienie modlitwy. Nawiązując do opowiadania o chłopcu można by powiedzieć,
że również Chrystus obrał podobną drogę: Jak mnie zobaczą rozmodlonego, to
też zapragną się modlić.
Gdy idzie o modlitwę stosujemy tysiące tłumaczeń,
wykrętów; bo ciągle nie ma czasu, bo człowiek już zmęczony, bo już chyba nie
potrafię się modlić, bo nieustanna gonitwa? A to jest wielka bzdura! W kościele
na różańcu jest nas wstydliwie mało, bardzo mało. Jeśli więc nawiążemy do
tytułowych słów, że zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać, to wcale
nie znaczy, że cały czas mamy siedzieć w kościele, jednak wypada przynajmniej
próbować dotrzymać kroku Kościołowi, który zaprasza do wspólnej modlitwy. Jak
namaluję, to zobaczą?
jak cię widzą, tak cię piszą. [prob.]




Najmilszy: Pamiętaj na Jezusa Chrystusa

Święty
Paweł Apostoł zostawia swojemu uczniowi Tymoteuszowi proste przykazanie: Pamiętaj
na Jezusa Chrystusa
. Jest to przykazanie, którego nie znajdziemy ani w
Dekalogu, ani w przykazaniach kościelnych, ani nawet w największym przykazaniu
miłości. Zresztą, zachowywanie przykazań ma sens tylko wtedy, gdy towarzyszy
temu pamięć o Panu Jezusie. Pamięć o Bogu w naszym życiu jest
najważniejsza. Mieć tę pamięć w sercu, nosić ją w duszy, w każdej chwili dnia,
to nasze najważniejsze zadanie. Pan Jezus nie chce, byśmy o Nim myśleli tylko
rano i wieczorem… i jeszcze w niedzielę. To za mało. Jego pragnieniem jest,
byśmy pragnęli Go w chwili, w każdej sytuacji życiowej, także kiedy zdarzy nam
się upaść w grzech. Niepamięć o Bogu oznacza nie tylko zwykłą demencję, ale
Jego porzucenie. Nie mogę zapominać kogoś, kogo bardzo kocham. Matka
nieustannie myśli o swoim dziecku, Bóg też myśli o nas, swoich dzieciach, w
każdej chwili. I tego samego oczekuje od nas. Właśnie to jest miłość Boża. Pan
Jezus mówi: To czyńcie na moją pamiątkę. Eucharystia jest
najpiękniejszym sposobem pamięci o Bogu, jest to pamięć, która uobecnia miłość
Pana Jezusa, który dał się ukrzyżować z miłości ku nam. Nie można nie pamiętać
o takiej miłości, nie można o takiej Miłości zapominać, ani na chwilę. Dlatego św.
Paweł daje tak genialną i prostą radę swojemu uczniowie: Pamiętaj na Jezusa
Chrystusa.
Jest to także najlepsza rada dla nas. [prob.]




Panie, przymnóż nam wiary

Wiara może dotyczyć różnych rzeczy. Ktoś mocno wierzy, że
lekarz pomoże mu wyjść z trudnej choroby. Maturzysta wierzy, że zda maturę.
Ktoś wiele lat gra w Totolotka, bo wciąż wierzy, że w końcu wygra dużo
pieniędzy. Młoda osoba wierzy, że spotka miłość swojego życia. W każdym z tych
przypadków ludziom towarzyszy wiara. W dzisiejszej ewangelii uczniowie wprost
proszą Chrystusa: Panie, przymnóż nam wiary. I można by zapytać, o
pomnożenie jakiej wiary oni proszą? Jaką wiarę mają na myśli. Możemy
przypuszczać, a nawet jesteśmy pewni tego, że nie mają na myśli żadnej z
wymienionych wyżej. Ich prośba dotyczyła wiary w Boga. W tym momencie może
nawet nie uświadamiali sobie, że proszą aby ich wiara w Pana Jezusa była
większa. Choć byli naocznymi świadkami tak wielu cudów, ich zachowanie
pokazywało, że wiara w Pana Jezusa jest w nich wciąż bardzo słaba. Tak było aż
do śmierci ich Mistrza. Czy my też powinniśmy prosić o pomnożenie naszej wiary.
Zdecydowanie tak. Codziennie dotykają nas różne zdarzenia, związane ze zdrowiem,
chorobami, trudnościami życiowymi, którym musimy stawić czoła. Zwykle jest tak,
że najpierw robimy to, co jest w naszych rękach, co jakoś mieści się w
naszej ludzkiej mocy. I słusznie. Dopiero potem, jak już wykorzystaliśmy
wszystko zwracamy się o pomoc do Boga. Prośba o pomnożenie wiary powinna w nas
być żywa we wszystkim, co przynosi nam życie. [prob.]